Lektorzy w Zakopanem 2013 r.

Lektorzy naszej parafii mieli okazję i szansę wyjazdu zimowego do domu wczaso-rekolekcyjnego Misjonarzy Saletynów „Maleńka” w Zakopanem.

 

Razem z ks. Zbigniewem, ich opiekunem spędzili drugi tydzień ferii zimowych od 28 stycznia do 2 lutego w Tatrach.

Atrakcji nie brakowało, także dzięki ofiarom zebranym podczas kolędy, za co serdecznie dziękujemy ofiarnym parafianom.

Narty, łyżwy, spacery, basen... i oczywiście wspólna modlitwa.Poniżej świadectwo dwóch z dziesięciu uczestników wczasorekolekcji. 

Czas, który tu spędziliśmy był bardzo pozytywny.  Ja, razem z ludźmi, których poznałem, naprawdę się zgraliśmy. Nie przypuszczałem, że osoby, których nie znam, albo znam powierzchownie, staną mi się tak bliscy. Wymienialiśmy się poglądami, dzięki temu dużo nauczyłem się o sobie, o męskości. Razem z chłopakami codziennie wieczorem odmawialiśmy koronkę, co wzmocniło uczucie obecności Boga. Ostatniego dnia mieliśmy spontaniczną modlitwę w pokoju. Nie wstydziliśmy się i śmiało mówiliśmy nasze intencje, co świadczy o dużej otwartości i zaufaniu. Wspomnieć też trzeba o pięknych krajobrazach gór oraz Krupówek nocą. Wrócę tu na pewno. Atmosfera „Maleńkiej” jest niepowtarzalna, tylko jest za dużo schodów, a ksiądz nie pozwalał jeździć windą. Strumień obok, dom przyjemnie usypiał. No i nauczyłem się dobrze jeździć na snowbordzie w 3 dni, naprawdę z tego się cieszę.  

Kolejny uczestnik napisał:WczasorekolekcjeNazwa nie brzmi zbyt zachęcająco, i mówiąc szczerze pierwszego dnia wcale mi się nie podobało. Później jednak w kolegach odkryłem swoich rówieśników, chłopaków od których mogę się tak wiele nauczyć, gości co szukają Boga jak ja nieraz znacznie heroiczniej.Tej heroiczności szukałem i znalazłem. We wspólnej modlitwie, kiedy w pięciu odmawialiśmy koronkę, a intencje przed wymienialiśmy kilka minut, mając odwagę mówić to co mamy zapisane głęboko w dusze. Także wtedy, gdy zwrócono mi dobitną uwagę, tak wielu ludzi boi się mówić innym, że robią źle, tutaj się nie bali. Zastanawiałem się ostatnio co to znaczy być prawdziwym mężczyzną i wiele wzorów znalawłem w książce, którą tu czytałem Dzikie serce , ale żywsze wzory wśród Braci obok mnie.Rozbudziła się we mnie chęć pomocy innym.Nie wolno zapominać o Bogu, który za tam wszystkim stoi i jest sprawcą wszystkiego. Jego działanie widziałem w ludziach wokół mnie. Podczas przyjacielskiego zaczepiania się przewróciłem księdza J. To było dla mnie mocno budujące. Nie – nie mówię żebyście zaczęli bić księży, ale poczułem się wtedy naprawdę zżyty we wspólnocie. Postrzegłem w nim człowieka takiego jak ja, przyjaciela, a jednak kogoś od kogo mogę wielu rzeczy się nauczyć, kogo podziwiać ze względu na jego misję. Tym bardziej wzmógł się mój szacunek do księży.

Trzeba przyjść i przeżyć. Zeby odpocząć od codzienności, by znowu dostrzec Jezusa i móc Go zanieść do każdego dnia, aby każdy był na jego chwałę  i ku naszemu zbawieniu.